Nathan

Koniec wszystkich zajęć. Nareszcie! Nienawidzę tych lekcji na początku roku szkolnego. Tylko przedstawienie się i kryteria oceniania. Niestety w następne dni pewnie będzie to samo... Aż się wszystkiego odechciewa.
Westchnąłem tylko i postanowiłem udać się do pokoju. Po drodze mijałem wielu uczniów, którzy byli zajęci własnymi sprawami. Z resztą ja też miałem ważniejszą sprawę na głowie, niż przejmowanie się mijanymi ludźmi. Mianowicie, jak odbudować relacje z Eve? Wydaje mi się to teraz takie trudne... Wydaje mi się, że za dużo rzeczy się pozmieniało, aby wrócić do przeszłości...
"Wrócić do przeszłości"... No w sumie mogę, ale z tym potrzeba jakiejś "tragedii" i mogę się cofnąć maksymalnie o trzy godziny. Tak mi się wydaje... Chociaż, może gdybym spróbował to udałoby mi się "skoczyć" z własnej woli? Nie, lepiej nie... Efekt motyla jeszcze zmieniłby mi cały świat...
Nim się obejrzałem, już stałem przed pokojem. Pewnym krokiem wszedłem do niego, rzucając plecak na własne łóżko.
- A pan to już w pierwszy dzień wagaruje? - spytałem współlokatora.

Misha

 Słowa Ines boleśnie dźgnęły mnie w pierś niczym ostrze. Naprawdę nie o to mi chodziło... Nie chcę, żeby sądziła, że myślę o niej, jak o jakiejś wariatce... Jednak żal zbyt ściska mi gardło, abym mógł odezwać się do niej choćby słowem. Wpatruję się dłuższą chwilę z pewną bezsilnością w drzwi, które zamknęły się za nią. W końcu naciskam na ich klamkę, pozwalając emocją ujść ze mnie wraz z ciężko wydychanym powietrzem. Wychodząc na zewnątrz, przeczesuję włosy i patrzę w górę, sam nie wiedząc po co. Jakby odpowiedź na wszystkie moje problemy miała mi spaść prosto z nieba... Pff, to niedorzeczne. Idę przed siebie, wciskając ręce w kieszenie spodni. I co ja mam z tobą zrobić, Ines..?
 Kolejne lekcje przemijają dla mnie wręcz niezauważalnie. Ciężko mi jest skupić myśli na czymkolwiek. Czuję taki marazm, że jedyne, na co mam teraz ochotę, to paść na łóżko i zatopić twarz w poduszce. Co w sumie nie zdaje się być tak złym pomysłem... W końcu nie spałem zbyt dobrze zeszłej nocy, a do tego Yesfir bez ogródek powiedziała mi, że wyglądam jak żywy trup, więc chyba rzeczywiście potrzebna mi jest drzemka.
 Wchodzę do swojego pokoju i przekręcam kluczyk w drzwiach. Ledwie rejestruję, że w pokoju nie ma Dawida. Pewnie pielęgniarka zabrała go do swojego gabinetu... Nie zastanawiając się nad niczym więcej, rzucam swoje rzeczy gdzieś w kat, a sam padam na łóżko. Podkładam ręce pod głowę i przymykam oczy, licząc, że sen szybko przyjdzie.

Ines

Ilustrowałam wzrokiem na uszykowane na kocu patery z ciasteczkami, zastawie na której nic nie ma i na srebrny samowarek w którym gotuje się herbata. Wyjęłam z kieszeni zegarek by sprawdzić czas- jeszcze pół godziny do pikniku. Muszę się czym zająć do tego czasu. Wzięłam z mojej torebki notatnik i ołówek żeby coś poszkicować. Przez pare minut rysowałam schematy jakiś prostych zabawek i pozytywek, nawet wyszły i może spróbuje jakieś wykonać w weekend. Na moment zamknęła szkicownik, by później skierować wzrok na niebo obserwując układ chmure. Są one białe, puszyste, niczym wata cukrowa lub poduszka z gęsiego pierza. Wtedy ni z tąd ni z owąd przypomniał mi się on tej nocy. Jak cicho i spokojnie spał optulony w kołdre, oraz delikatny smak jego warg. Na samo wspomnienie złapałam za głowę przybliżając kolana do klatki piersiowej.
-Czemu to mi się przypomniało?- jęknęłam odchylając głowę. Wtedy wyczułam kogoś.
-Eve, to ty?

Adrian

- Mam ochotę na wiele rzeczy... - Powiedziałem cicho i westchnąłem gładząc ją po włosach. - Tak czy inaczej mamy jeszcze czas, więc prawdopodobnie pójdę wziąć szybki prysznic a potem położę się na łóżku rozmyślając. Jeśli zechcesz to będziesz mogła dotrzymać mi towarzystwa. Może nawet cię jeszcze trochę pomasuję, jeśli aż tak ci się spodobało. - Zaśmiałem się na samą myśl i szybkim krokiem skierowałem się w stronę pokoju. Przed wejściem do łazienki przygotowałem sobie ubrania, które zamierzałem na siebie włożyć razem ze swoją maską a następnie rozebrałem się i udałem do kabiny. Przez moją głowę przelatywały przeróżne myśli a ja tylko stałem i opierałem się dłońmi o wnętrze kabiny zamykając przy tym oczy. 
Po kilku minutach woda przestała lecieć i wyszedłem owijając się w ręcznik. Psiknąłem jeszcze na ciało trochę męskich perfum a potem w całkiem dobrym nastroju usiadłem na łóżku. - Jeszcze kupa czasu... Jak miło. - Powiedziałem na głos spoglądając na zegar zawieszony nad drzwiami wejściowymi.

Yesfir

- Tak, to prawda -odpowiadam mu niemal machinalnie, większość uwagi poświęcając temu cudnemu prezentowi. Ostrożnie obracam w dłoniach słowika, dokładnie przyglądając się jego pięknym detalom. Złożenie go musiało być iście koronkową robotą. Ines pewnie poświęciła na to z pół nocy, skoro jest gotowy na dzisiaj... Eh, im dłużej o tym myślę, tym czuję się okropniej - włożyła tyle wysiłku w przeproszenie i wynagrodzenie mi swojego zachowania, nie mówiąc już o tym, ile musiała spędzić czasu na zrobieniu zegarków na prezenty dla, wtedy, zupełnie obcych jej osób... A ja wciąż nie mogę się pozbyć pewnych uprzedzeń co do niej. W prawdzie nie sądzę, że są one zupełnie bezpodstawne, jednak nieprzyjemnie mi ciążą, gdy pomyślę, jak Ines się stara.
 Od tych myśli odrywa mnie dotyk, który czuję na ramionach. Jest dla mnie tak niespodziewany, że momentalnie przechodzi mnie dreszcz. Odchylam głowę do tyłu, pozwalając jej bezwładnie opaść na oparcie krzesła i ściągnąwszy brwi, przyglądam się Adrianowi lekko zdziwiona. Nie mam pojęcia, po co on mnie masuje i co go do tego skłoniło, jednak nie zamierzam mu tego bronić... Przynajmniej jak na razie nie czuję takiej potrzeby. To pewnie kwestia szoku... A może mojej wrodzonej ciekawości..? Choć muszę też przyznać, że mogło się do tego również przyczynić to, że nawet nie najgorzej mu idzie, a ja mam wciąż nieco obolały kark po zeszłej nocy.
 Podnoszę głowę z oparcia krzesła, czując jak dłonie chłopaka zjeżdżają niżej po moich rękach. Oby zdawał sobie sprawę, że mam ciężką rękę i jeśli zacznie coś kombinować, to nie zawaham się jej użyć... Lecz ledwie o tym pomyślałam, a Adrian już się wycofuje, wracając do masażu. Zdążyłam jednak dostrzec kątem oka, jak się zarumienił, gdy był pochylony nad moim ramieniem. Szeroki uśmiech wypływa na moją twarz, czego pewnie chłopak nie widzi, stojąc za mną i jedynie dłoń, którą zasłaniam sobie usta, powstrzymuje mnie od parsknięcia śmiechem. Jest taki wstydliwy... To urocze, ale i przezabawne - zwłaszcza w takiej sytuacji, jak ta.
- Mnie wystarczy odnieść plecak i jestem gotowa -odzywam się, gdy jestem już absolutnie pewna, że stłumiłam w sobie śmiech.- Więc masz coś ochotę zrobić między końcem świadczeń usług masażysty a pójściem się szykować? -pytam się, odchyliwszy głowę do tyłu, aby na niego spojrzeć, uśmiechając się szeroko.

Adrian

Przypatrywałem się zaniepokojony jak dziewczyna w milczeniu wodzi wzrokiem kawę w filiżance, którą lekko bujała na boki. Widocznie rozmyślała o wszystkich wydarzeniach, jednak na szczęście szybko zdała sobie sprawę, że nie powinna zamartwiać się z powodu przyjaciela, gdyż jak sama wspomniała "był dorosłym i rozsądnym człowiekiem". Słowa te przypieczętowała następnie uśmiechem na co sam zareagowałem pozytywnie.
- Cieszę się, że nie będziesz zbytnio zaprzątać sobie tym główki... - Przerwałem chwilę potem zauważając jak otwiera paczkę od Ines a w niej znajdował się jakiś mechaniczny ptaszek. - Bardzo piękny prezencik... Widać, że napracowała się. - Wstałem z krzesła i stanąłem za Yesfir kładąc dłonie na jej ramionach, by zacząć mały masaż. Miałem nadzieję, że choć odrobinę jej się to spodoba, choć działałem impulsywnie nie wiedząc zbytnio dlaczego zdecydowałem się akurat na taki czyn. Yesfir podniosła głowę ku górze, lecz póki co nie mówiła ani słowa a ja kontynuowałem zjeżdżając niżej aż do jej dłoni nachylając się przy tym, by dokładnie obejrzeć prezent jakim dziewczyna została obdarowana. Trwałem w takiej pozycji kilka sekund zdając sobie jednak sprawę, że nie do końca musi jej to pasować i wróciłem do masażu ramion.
- A więc... - Zacząłem z lekka zarumieniony nie wiedząc co dalej. - Niedługo zacznie się piknik... Trzeba będzie potem się przygotować.

Yesfir

- Gdyby to było takie proste... -odpieram na słowa Adriana, tępo wpatrując się w lekko wirującą kawę w filiżance pod wpływem ruchów mojej dłoni. Nie jest on tak obeznany w sytuacji tych dwojga, jak ja, dlatego inaczej na to patrzy... Ale w pewnym stopniu ma rację. Nie powinnam się teraz tym martwić - w końcu i tak nie mogę o tym porozmawiać z Adrianem, więc tylko popsułabym sobie humor, trzymając wszystko w sobie. Dlatego wygodniej rozsiadam się na krześle i ślę mu lekki uśmiech.
- Ale może masz trochę racji. W końcu Misha to dorosły, rozsądny człowiek - na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie z tej sytuacji -mówię, unosząc kącik ust i dopijam swoją kawę do końca. Szczerze, to nie wierzę zbytnio, że przyjdzie mu to tak łatwo, poznawszy już nieco usposobienie Ines, jednak znam Mishę i wątpię, aby dotąd zdarzyła się jakaś sytuacja, z którą sobie nie poradził... Więc w pewnym sensie wierzę w niego.
 Odstawiam pustą filiżankę na blat stołu, lekko trącając przy tym paczuszkę od Ines. Prawie o niej zapomniałam... Chwilę skupiam na niej wzrok, aż w końcu, trochę od niechcenia, trochę z ciekawości, decyduję się ją rozpakować. Ostrożnie biorę pudełeczko w dłonie i otwieram je. Oczy aż błyszczą mi z zachwytu i chyba z ust wymyka mi się ciche "wow", gdy wyjmuję ze środka małego, mechanicznego słowika. To... naprawdę dla mnie..? Aż mi dech zapiera w piersi, a w głowie brakuje słów, którymi mogłabym to określić. To jest naprawdę... cudowne. I pomyśleć, że Ines zrobiła to dla mnie...

Obserwatorzy

© Agata | WioskaSzablonów | x.